Zapraszam na mój portal poetycki www.poezja-sztuka.com

Moje zdjęcie

Jestem jak okręt na wzburzonym morzu

wtorek, 24 stycznia 2017

"W zaciszu serca"

To mój kolejny - czwarty już tomik. Wszystkie są do mnie ważne,  jednak ten jest mi najbliższy.
Moje wnuczki : Sara i Ewa były bardzo zainteresowane co babcia w nim napisała. Jest w nim rozdział poświęcony moim najbliższym.


Jak napisała w słowie wstępnym poetka Mariola Niebrzegowska:
Alina czasem płynie lekko wierszami, sypie nimi z rękawa jak dobry kawalarz, ale bywa też czarną, nostalgiczną damą, prawiącą o przemijaniu i śmierci.
W tym tomiku można znaleźć wiele, nie tylko o samej autorce. Myślę, że każdy znajdzie coś o sobie i dla siebie. Dla Aliny Anny Kuberskiej najważniejszy jest człowiek,
a numer jeden to rodzina.

czwartek, 12 stycznia 2017

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok 2017

Święta i Nowy Rok 2017 spędzałam w Berezce — miejscowości położonej w Bieszczadach.

Cudowna zima, śnieg skrzył się w słońcu. Pensjonat rewelacyjny - „U Bogusi” - polecam.

Zapewniono nam cudowne przeżycia, wiele atrakcji.




 kulig z ogniskiem

 Koniki oswojone, można było do nich podejść.




 I oczywiście Sylwester z orkiestrą







Berezka to wieś nad potokiem Bereźnica, przy szosie do Polańczyka. Wymieniona jest po raz pierwszy w kronikach w XV wieku, jako Brzoska Wola. Do XVII wielu pozostawała w rękach Balów, wznieśli murowany dwór otoczony fortyfikacjami. Kolejnymi właścicielami byli Fredrowie i to oni urządzili tutaj park krajobrazowy. Potem w XIX wilku należała do Żurowskich.

Ludność tutejsza emigrowała na zarobek do Stanów Zjednoczonych. Reemigranci wykupili majątek, dwór rozebrali, a grunty podzielili między siebie.

Po II wojnie światowej ludność wysiedlono. Dzisiejsi mieszkańcy pochodzą z Soliny i jest ich około 380. Nie mieli kościoła, udało im się w 1990 roku zbudować niewielki kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP.
Jest to niewielka świątynia wzniesiona na rzucie prostokąta z węższą kruchtą i przykryta dwuspadowym dachem, nad którym góruje niewielka wieżyczka. Obok kościoła stoi metalowa dzwonnica przykryta drewnianym dachem. Zawieszony dzwon o wadze 235 kg został wykonany w odlewni dzwonów w Przemyślu. Na dzwonie widniej napis "Imię moje Jan Paweł II - gi, nie lękajcie się przyjąć Chrystusa".

Jedyny zabytkiem są ruiny cerkwi i czterechsetny dąb.










Cerkiew pod wezwaniem Przemienia Pańskiego w Berezce (XV wiek drewniana – XIX wieku murowana), kiedyś zdobiła tę małą osadę w Berezce, obecnie pozostały ruiny. Wielka szkoda, bowiem w latach pięćdziesiątych XX wieku pracownicy PGR u zerwali dach i doszło do zniszczenia tak cennego pięknego obiektu.
W sztuce kościoła wschodniego obraz Przemienienia Pańskiego zachowuje szczególne miejsce. Niesie prawdę o Boskiej Naturze Chrystusa, ukazując jego postać nieziemskim światłem.


czwartek, 24 listopada 2016

Moje rodzinne miasto - Aleksandrów Łódzki

Tyle lat upłynęło, zanim sięgnęłam po pióro, by napisać kilka słów o mieście, w którym się urodziłam, dorastałam i wkroczyłam w dorosłość. To były najpiękniejsze chwile mojego życia, dojrzewałam w słońcu uczuć mojej rodziny. Niestety to już przeszłość, teraz tam mam najbliższych, ale szumią nad nimi drzewa, a wiatr ich kołysze do snu wiecznego.














W roku 1818 właściciel ziemski, szlachcic Rafał Bratoszewski herbu Sulima założył osadę miejską na południe od Brużycy na piaszczystym i zalesionym wzgórzu. Wytyczono wtedy prostokątny Rynek i kilka prostopadłych ulic. Osada nazywała się wtedy Wierzbna. Oczywiście sfinansował wybudowanie kościoła parafialnego (ukończono w 1821 r.) pod wezwaniem św. Rafała i Michała.
Tam przyjęłam wszystkie sakramenty. Moja najstarsza córka, zakochana w tym miasteczku (w tym kościele ochrzczona) brała ślub kościelny. 
 
 
W 1822 roku osada Wierzbna otrzymała prawa miejskie i nową nazwę Aleksandrów ku czci ówczesnego cara Rosji i króla Polski – Aleksandra I. Już wtedy zamieszkiwało go ponad 3000 mieszkańców. To byli przede wszystkim rzemieślnicy – tkacze, produkujący sukno wełniane. Przeważała ludność niemiecka, żydowska, w mniejszości polska. Także miasto trzech wyznań.
W 1824 roku powstał klasycystyczny ratusz miejski. Potem dobudowano doń ciąg sklepików piekarskich i rzeźniczych (obecnie należą do Urzędu Miasta). Burmistrzem został Gedeon Goedel.  

 
 


W środku rynku powstał park, w stylu angielskim z kawiarnią, oranżerią.
Miasteczko było bardzo ładne i podziwiane, przez ludzi, którzy przyjeżdżali na wizytację, podawali za wzór do naśladowania dla sąsiednich miast między innymi Łodzi.













W tych latach było uważne za wzorcowy ośrodek tkacki, wizytował go nawet car Rosji i król Aleksander I.
W kolejnych latach powstał okazały kościół (dla zboru ewangelickiego) w stylu klasycystycznym i jego pastorem został Fryderyk Jerzy Tuve.







Mieszkańcy Aleksandrowa na czele z burmistrzem poparli powstanie listopadowe i produkowali mundury i bandaże, wysłali też lekarza i podwody do Warszawy.
Mało kto wie, że Izrael Poznański przyszedł na świat w Aleksandrowie, założyciel i właściciel drugiej w Łodzi fabryki bawełnianej przy ulicy Ogrodowej, o którego bogactwie krążyły legendy.
Henoch Kohen Lewin został cadykiem i miasto stało się ważnym ośrodkiem religijnym i siedzibą sławnych rabinów i cadyków chasydzkich.
Gdy osada Łódź zaczęła się rozwijać, podupadł Aleksandrów i na jakiś czas stracił prawa miejskie.
W 1888 roku Juliusz Paschke założył fabrykę pończoch i od tamtej pory miasto zasłynęło z pończosznictwa.


Trzeciego maja 1917 roku aleksandrowscy Polacy stawiają pomnik Tadeusza Kościuszki na rynku i walczą w Legionach.
W 1924 odzyskał utracone prawa miejskie i od tej pory dopisano mu łódzki.
Powstała też nowa szkoła dla dzieci polskich przy ulicy Bankowej – obecnie Zespół Szkół Sportowych im. Józefa Jaworskiego.
W 1939 roku po wkroczeniu do miasta oddziałów Wermachtu nastąpiła zagłada Żydów, częściowo Polaków, zburzono synagogę, pomnik Kościuszki i Piłsudskiego, zamknięto szkoły. Okupanci przemianowali nazwę Aleksandrów na Wirkheim (dom tkaczy) a Plac Kościuszki na Hitler Platz
To był koniec tego wyjątkowego trój narodowego miasteczka.

 
 
Po wojnie w 1945 r. otwarto pierwszą polską szkołę średnią w mieście – Państwowe Koedukacyjne Gimnazjum (ukończył je śp. Jan Machulski tam urodzony przyszły aktor i rektor łódzkiej Filmówki). 














 Obecnie to Liceum Ogólnokształcące im Mikołaja Kopernika. Został patronem Biblioteki Publicznej, której byłam częstym gościem - namiętnie czytałam. Pozostało mi to do dzisiaj.
Utworzono też największe Zakłady Przemysłu Pończoszniczego „Sandra” w Polsce. Nie ma już po nich śladu. W laboratorium „Sandry” po ukończeniu szkoły zaczęłam pierwszą w życiu pracę, pracowałam aż do czasu kiedy wyprowadziłam się do Łodzi.
Moje rodzinne miasto za czasów rządów Platformy Obywatelskiej wypiękniało, zostało odnowione a zabytki odrestaurowane. Wiceburmistrzem miasta został mój kolega z podstawówki, a radną córka mojej kuzynki.
Wielu znanych Polaków pochodzi z tego miasta, obok grobu moich rodziców jest grób Włodzimierza Smolarka.
Miasto ma swój program telewizyjny i gazetę. Uczniowie szkoły sportowej są znani w świecie, a chór Lutnia zdobywa nagrody. Moja „przybrana” siostra do dzisiaj w nim śpiewa.
Gdy żegnaliśmy śp. mojego brata w ostatniej drodze mu towarzyszył.
 
Dzisiaj Aleksandrów jest miastem czysto polskim. Tylko od czasu do czasu przybywają tu
nieliczni cudem ocaleni potomkowie lub uczniowie ostatnich cadyków na groby swych przodków, lub po to, aby pomodlić się przy grobach swoich „świętych rabinów” i pozostawić tam niewielkie karteczki z prośbami.

Od ponad 40 lat mieszkam w Łodzi, jednak w moim sercu na pierwszym miejscu jest to miasteczko, w którym stawiałam pierwsze kroki, a do którego moi rodzice przyjechali pod koniec 1945 r. z Niemiec.

sobota, 15 października 2016

VI Biennale w Złotym Potoku

Niech jego słowa powiedzą jaką wielką przyjemnością był wyjazd tam i spotkanie się z poetami z rożnych stron Polski. I oczywiście jakie wrażenie wywarło na mnie to miejsce i ludzie, którzy tam nas gościli. Chciałoby się powiedzieć do zobaczenia za rok...










Złoty Potok

gdzie duch Raczyńskich
nadal krąży
a pałac odbija się w stawie Irydion
wersy same na usta się cisną
by wychwalać niespotykaną gościnność
i piękno tego zakątka Polski


Złoty Potok przyciąga poetów z rożnych stron
by dzielili się swoją twórczością

nenufary już jesienne
z daleka się uśmiechają do nas
jakby chciały rzec przyjedźcie latem

kto raz tam przybył będzie wracał
z uśmiechem na ustach
i na zawsze zapamięta to urokliwe miejsce
a na samą myśl serce zadrży ze wzruszenia




















 Wiersz, który wysłałam do Almanachu i oczywiście czytałam.








Czy za takim życiem tęskniła?

Bywały dni, gdy słońce malowało
na jego twarzy świetliste tatuaże -
takie lubiła szczególnie, bo w nich
uczucie do niego płynęło jak rzeka
o spokojnym nurcie.

Najbardziej bała się tych, w których miłość
sprawiała, że stawała się bezrozumną kobietą,
otumanioną do granic wytrzymałości.
Zapominała wtedy o barierach ochronnych.

Dwa oblicza kochanka
sprawiały, że była naprzemiennie
szczęśliwa i nieszczęśliwa.

Uczucie, zamiast dodawać skrzydeł,
czyniło bardziej bezsilną.
Życie kiedyś skrojone na miarę,
poderwane gwałtownym podmuchem wiatru
nieubłaganie spychało w przepaść.

Czy za takim życiem tęskniła?