Zapraszam na mój portal poetycki www.poezja-sztuka.com

Moje zdjęcie

Jestem jak okręt na wzburzonym morzu

środa, 7 września 2016

Plener literacko-arystyczny SAP Bieszczady 2016

W dniach 28.08 - 04.09.2016r. odbył się w Bieszczadach plener literacko- artystyczny Stowarzyszenia Autorów Polskich II oddział Warszawa.
Grupa poetów z różnych stron Polski na czele z prezesem Wandą (Dusią) Stańczak przybyła w gościnne progi LeGraż do Bóbrki koło Soliny.


Pierwszy dzień spędziliśmy na luzie, bowiem podróżowaliśmy nocą. Byliśmy nad Soliną - niedaleko położnej bo tylko dwa kilometry od Bóbrki.

Słońce powitało nas jak tylko wysiedliśmy z autobusu.
Wieczorem wszyscy zasiedliśmy do wspólnej kolacji przy grillu.







Na drugi dzień zaplanowano dla nas naukę malowania. Musieliśmy namalować imbryczek - mnie marzyła się łąka. Dlatego mój imbryczek jest na łące.To moje "dziecko" - matce zawsze się podoba.



Wieczorem spotkanie poetyckie Klaudii Chrapko - wnuczki malarza i poety Leona Chrapko. Klaudia to obiecująca poetka -  jej poezja bardzo mnie wzruszyła i chylę nisko czoła przed tą młodą a jakże utalentowaną dziewczyną.
Kotek zawitał na wieczór Klaudii i siadł mi na kolana.
 Po wieczorze Klaudii spotkanie z tutejszym Zakapiorem- bardem " Łysym"
Łysy umilał czas grą na gitarze, śpiewem i opowiadaniem o bieszczadzkich Zakapiorach.
 Dzień trzeci wyjazd na Węgry. O tym opiszę już innym razem.





Czwartego dnia po śniadaniu wybrałyśmy się w góry.
Jakie piękne są Bieszczady a nam dopisała pogoda, mogliśmy oglądać je w pełnej krasie.








W ten wieczór czytamy poezje Leona Chrapko - poety i malarza. Człowieka o pięknej duszy, zakochanego w Bieszczadach. To była wielka przyjemność móc wzruszać się jego strofami, które przeniosły nas w czas jego dzieciństwa i młodości.







Kolejny piąty to jeden z najbardziej obfitujący w wydarzenia dzień. Najpierw jedziemy na pstrąga (świeżego prosto ze stawu na patelnię) do sołtysa, gdzie nocuje nas kolega Włodek. Tam wpadamy na pomysł by się wybrać na wieczorny rej po Solinie



Niezapomniany , bo cudowny zachód słońca, niezwykłe opowieści i przepiękne widoki, fantastyczny kapitan. Każdy z nas siedział za sterem, zdając egzamin na pięć.
Na zakończenie wieczoru tańce. Jedziemy do Polańczyka by potańczyć w Zakapiorku.






Kolejny dzień to  wycieczka do Myczkowców i by obejrzeć biblijny ogród i miniatury cerkwi.














W przedostatni dzień od rana mamy warsztaty teatralne, potem uczymy się robić kwiaty z bibuły, wyjazd do skansenu w Sanoku i na koniec nasza zielona noc.






W ostatni dzień zanim wyjechaliśmy zrobiliśmy sobie w pięknym ogrodzie pożegnalną kawę i w błogim lenistwie ostatnie chwile spędzaliśmy.











Ja dziękuję za przepiękny czas jaki mogłam spędzić w towarzystwie  ludzi o podobnych zainteresowaniach i z poczuciem humoru. .

4 komentarze:

  1. Ty wiesz,że uwielbiam te twoje opowieści:)
    Ten wypad na Węgry mam wciąż w pamięci haha
    Uściski Alinuś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna relacja:) Węgry opiszesz innym razem... Nie mogę przegapić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko opisałam już na moim portalu, pewnie któregoś dnia wrzucę tutaj, pozdrawiam i do zobaczenia :)

      Usuń