Zapraszam na mój portal poetycki www.poezja-sztuka.com

Moje zdjęcie

Jestem jak okręt na wzburzonym morzu

wtorek, 8 marca 2016

Między cieniem a uśmiechem




Ktoś kiedyś powiedział: jesteś jak Irena Kwiatkowska (aktorka, grała w czterdziestolatku kobietę pracującą, która żadnej pracy się nie bała). I to prawda – w moim życiu zawodowym przeszłam wiele szczebli „kariery zawodowej”. Z wykształcenia jestem chemikiem, choć tylko przez 5 lat pracowałam w swoim zawodzie.
Potem po przeprowadzce do Łodzi dostałam pracę w służbie zdrowia - w laboratorium medycznym. Bardzo szybko oddelegowano mnie do sanepidu, gdzie musiałam zająć się bakteriologią – kolejna nauka, badania mikroskopowe i nie tylko. Oczywiście miałam szefową, która kazała mi uczyć się łaciny – do dzisiaj wiem, jak nazywają się niektóre pasożyty przewodu pokarmowego.
Lubiłam tę pracę, mieliśmy częste wyjazdy do domów dziecka. Mnie w udziale przypadło Głowno i Grotniki. Przeżywałam każdy taki wyjazd, widząc ogrom nieszczęścia dzieci niechcianych i porzuconych. W Grotnikach był chłopiec, który bardzo mnie pokochał. Pochodził z patologicznej rodziny, rodzice mieli zabrane prawa rodzicielskie. Wiem, że bardzo chciał żyć w normalnej, kochającej się rodzinie i jego marzeniem było wyrwać się z tego środowiska. Pobyt w domu dziecka traktował jako chwilowy przystanek.
Moim błędem było, że za bardzo się zbliżyłam do tego chłopca. Ze względu na jego dobro musiałam przestać tam jeździć, bowiem nie mogłam go adoptować. W tym czasie byłam już sama z córeczką i nawet gdybym miała dobre warunki, nie uzyskałabym zgody na adopcję. Cierpiałam bardzo, ale zrobiłam to dla małego Roberta – więcej już tam nie pojechałam.

to nie to rozdanie
nie miał wpływu
jakie karty dostanie od życia
trafił mu się agresywny ojciec
zostawiał codziennie
ślady na wątłym ciele

matka tonąca w oparach piwa
z ręką w kształcie litery „C"
z obrzmiałymi policzkami
od trunków i rozczarowań

chciał pamiętać ojca
pachnącego wodą po goleniu
i matkę w perfumach z piżmem

nie wiedział czy to jego marzenie
czy tak kiedyś było

dniem i nocą
prześladowała go uporczywa myśl
jak wyrwać się z zaklętego kręgu

Gdyby nie kiepskie wynagrodzenie, pewnie bym tam dalej pracowała, jednak musiałam szukać lepiej płatnej, dlatego kolejnym zawodem był samodzielny metalurg, potem technolog.
Po odchowaniu dzieci poszłam do pracy jako księgowa, nie bardzo mi się ta praca podobała, ale cóż, przyjęłam, bo nic innego nie mogłam znaleźć. Kolejne lata nauki – nie byłam zachwycona, ale to właśnie ta praca pozwoliła mi utrzymać rodzinę i kiedy zaczęłam pracować w prywatnej firmie, nie musiałam się martwić, że moje dzieci będą „klepać biedę.”
W międzyczasie byłam też baby-sitting – opiekunką do dzieci. Wyjechałam na rok za granicę. Kocham dzieci i może dlatego mam swoich troje, a przez mój dom wiele się ich przewinęło. Kiedy nie pracowałam, zawsze ktoś ze znajomych podrzucał mi dzieci do popilnowania. Taką przyszywaną ciocią byłam dla wielu, dzisiaj to już dorośli ludzie mający swoje pociechy.
Tak naprawdę nie wyrosłam z nich, bo czuję jakbym nadal miała swoje maluchy do wychowania – mieszkam z wnuczkami i jedną z nich zajmuję się od jej urodzenia. Może właśnie dzięki nim nie czuję, ile mam lat. Jestem pełna energii i pomysłów na życie. Właściwie powinnam już się szykować, by wsiąść do pociągu, który niedługo zawiezie mnie tam, gdzie wszyscy śmiertelnicy odjeżdżają. Tylko ja pewnie wskoczę do niego w biegu...

5 komentarzy:

  1. Ładnie opisałaś siebie i ten ciągły bieg przez życie. Tyle zawodów i z każdym dałaś radę, nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji. dzieci dają nam iskierkę do działania, to prawda. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne wspomnienia, Alinko, pozdrawiam w Dniu Kobiet i życzę dużo dobra i weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepięknie to wszystko napisałaś Alinko.
    Historia z chłopcem z Domu Dziecka smutna ale bardzo prawdziwa. Ja mam podobne wspomnienia bo przez pewien czas moja Mama pracowała jako wychowawczyni w takim domu w Konstancinie pod Warszawa. I w czasie wakacji razem z siostrą mieszkałyśmy tam z Mamą, żeby miała bliżej do pracy a my bliżej do niej. Doskonale zapamiętałam takie smutne dzieci.
    Wszystkiego dobrego Alinko.
    Pozdrawiam Cię ze szczerego serca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Alinko za tą historię. Ja też kilkakrotnie musiałam zaczynać wszystko od nowa. Łatwo nie było. Teraz też mi się trochę pokomplikowało i nie wiem, co będzie dalej.
    Właśnie powoli zbliża się do nas Wiosna w zielonej sukience utkanej z nadziei. Może niedługo zapuka do moich drzwi. Udało się Tobie ją spotkać? Jeżeli tak, szepnij jej, aby także aby pamiętała o mnie.
    Życzę Ci kolorowych pąków kwiatów, śpiewających ptaków i słońca, które napełnia nadzieją

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładnie Alinko opisałaś te swoje wspomnienia, aż łezka w oku mi się zakręciła. Gdyby tak można było wyskoczyć z tego pociągu, też bym chciała...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń