Zapraszam na mój portal poetycki www.poezja-sztuka.com

Moje zdjęcie

Jestem jak okręt na wzburzonym morzu

środa, 2 grudnia 2015

Niezapomniane spotkanie prawdziwych przyjaciół — poetów z Beja (12.07.2008 r.)

Lipiec 2007 r. Piękna pogoda, miejsca na nocleg zarezerwowane. Z moim przyjacielem z Łodzi Szarym Wilkiem, pojechaliśmy samochodem.
W Opatówku znajduje się Muzeum Historii Przemysłu, tam po przywitaniu skierowaliśmy pierwsze kroki. Potem w Gminnej Bibliotece Publicznej im. Braci Gillerów odbył się konkurs poetycki, a następnie przyjęcie przy kawie, herbacie, pysznym cieście i szampanie. 


















 Magda-Lena wręcza Verze złotą różę - najlepiej piszącej poetce na Beju.                                                                                     
   Po zakończeniu części poetyckiej wszyscy wybraliśmy się w plener — gdzie na uroczej działce Madzi i jej brata mieliśmy piknik (pieczone kiełbaski, kaszanki, smalec z pysznym wiejskim chlebem i ogórkami)






Las, piękna pogoda, rozpalone ognisko.
Wiejski chleb, kiełbasa i piwo.
Pełnia szczęścia.











 Zibi otoczony wianuszkiem kobiet.
Od dołu Promyczek, Minawia, ja i Ewa.










Czułości z Bellą Jagódką
Poniżej Szybasia, Ewa i ...





Zbieramy autografy - Promyczek na plecach Jarka - Maks czeka w kolejce.









Tu jesteśmy w komplecie. Na samym dole obok Very Bella Jagódka i Andrzej, ten z którym można konie kraść.

Rano po śniadaniu wszyscy, którzy zostali, spotkali się u Madzi, po wypiciu kawy nadszedł czas pożegnań. Ja nocowałam u Maksa, tam zjadłam obiad i pojechałam zwiedzić Kalisz, a potem na pociąg i do domu.

Pierwszą osobę, w której ramiona wpadłam, była roześmiana Vera, przyjechała z Niemiec. Poczułam, że już zawsze będzie mi bliska. I choć od tamtej pory się nie widziałyśmy, zawsze o niej ciepło myślę.
Szybasia mama Very życzliwa i radosna. Andrzej — wystarczyło jedno słowo i już wiedziałam, że z nim to konie można kraść. Bella Jagódka, której piękne włosy na wietrze falowały i jej mąż Ptyś od lat w niej zakochany. Uśmiechnięci i radośni z sercem na dłoni. Minawia złotowłosa, moje wiersze przeczytała, bo trema mnie zjadła i z czytania nici. Zaklinacz tajemniczy, ale ponoć koni nie zaklina. Powiedział, że dzięki mnie uwierzył i pisać nie zaprzestał. Jardud z Zibim śpiewem i grą na gitarze czas umilali, swoją poezję uroczo wyśpiewali. Myszka skromnie się uśmiechała. Krótko była, nie miałam szans, by ją bliżej poznać. T. Leo i jego czworonożna przyjaciółka - sunia. Niestety Tadeusza już nie ma wśród nas, pozostał mi jedynie tomik i wspomnienia. Tadeusz z nieodłącznym laptopem, dzięki niemu Szary Wilk wiersz wydrukował i pierwszą nagrodę za wiersz dostał. Beivika ogniska pilnowała razem z bratem Magdy-Leny, kiełbaskami i chlebem ze smalcem nas częstowała.
Maks mój przyjaciel wierszem dla mnie napisanym rozczulił do łez, aż makijaż rozmazałam. Pokazał mi Kalisz - młode duchem najstarsze miasto w Polsce.
Lila z liliowym uśmiechem razem z Madzią gospodarzyła. Ponoć nieśmiała a jednak świetnie się bawiła.
Przyjechał też tajemniczy Książę ze świtą i z zapasem nalewki, którą prawie się upiłam. Nalewka przednia była. Książę obecnie jest mężem jednej z poetek.
Promyczka uśmiech do Łodzi mi towarzyszył i choć w strugach deszczu do domu wracałam, serce radością wypełnione miałam.

Zebrało mi się na wspomnienia, ale mamy plany by w 2016 r. spotkać się po latach w Opatówku.

4 komentarze:

  1. Wspaniałe, pełne radości spotkanie.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Jolu takie spotkania to sama radość, dziękuję i serdeczności zostawiam :)

      Usuń
  2. Widać, że czułaś się tam jak ryba w wodzie bo wśród swoich.
    Gratuluję i serdecznie pozdrawiam.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę było rewelacyjnie, po latach jak się pamięta i wspomina, to znaczy,że takie spotkania nie przechodzą bez echa.
      Uściski serdeczne.

      Usuń