Osiem lat trwało wzniesienie nad Soliną najwyższej
tamy w Polsce. Powstało wielkie jezioro, które zmieniło okolice
Bieszczad. To naprawdę obiekt imponujący. Jest magnesem
ściągającym ludzi w Bieszczady. Ktoś kiedyś powiedział, że jakby
chciało się przejść dookoła brzegiem zalewu, zajęłoby to kilka
dni.
Drugiego dnia po przyjeździe poszłyśmy z
koleżanką nad zaporę. Bóbrka, w której mieszkałyśmy przez ten
czas - leży bardzo blisko Soliny. Upalny dzień, trochę zmęczone
dotarłyśmy, ale to, co zobaczyłyśmy, zrekompensowało nam
zmęczenie. W słoneczny dzień wszystko inaczej się odbiera, a
promienie odbijają się w wodzie cudownymi refleksami.
Zamarzyło mi
się, by wybrać się w rejs po tym zalewie.
Nie wiedziałam, jakie plany miała Dusia – ale
pewnie coś tam dla nas zaplanowała.
Wiele naszych decyzji, gdzie pójdziemy, co będziemy
robić, była spontaniczna. I tak się stało. Nasz kolega ukochał
Bieszczady i od wielu lat spędza tam sporo czasu. Uruchomił
znajomości i w ciągu godziny załatwił rejs o zachodzie słońca,
prywatnym statkiem o nazwie „Komandor”
Pogoda dopisywała nam przez cały czas, dlatego
zachód słońca nad zalewem zapewniony. Kapitan fantastyczny, z
charyzmą, urodzony gawędziarz. Pozwolił każdemu z nas usiąść
za sterem. Powiem, że szło mi nawet dobrze, nie zboczyłam z kursu.
Słońce otulało nas swoim ciepłem, a wiatr lekko muskał nasze
twarze.
Widoki cudowne, widzieliśmy chatę bieszczadzkiego
króla (Juliusz I Król Włóczęgów). Bieszczadzki samotnik to
wykształcony mężczyzna, który pewnego dnia został pustelnikiem.
Żywi się tym, co daje natura — zbiera grzyby, jagody i łowi
ryby. Mówi o sobie, że nie jest samotny, tylko sam. To bardzo
interesująca postać. Król Julek nie jest zbyt ufny, trochę więc
trwa, nim się otworzy, ale kiedy przekona się, że przychodzisz z
dobrymi zamiarami, zaczyna się spektakl. Siada na tronie i zaczyna
się wykład.
Prawie naprzeciwko jest suchy dąb – o którym
jedna z legend mówi, że na tym drzewie ktoś kiedyś się powiesił
i dlatego drzewo uschło. Nasz kapitan opowiedział nam, że
powiesili się rodzice chłopaka, który wyjechał na zarobek do USA.
Słuch po nim zaginął, po 10 latach wrócił. Rodzice go nie poznali. Wynajęli mu mieszkanie, on poszedł się
zabawić z kolegami a oni w tym czasie przejrzeli jego rzeczy i znaleźli
dolary. Gdy wrócił nad ranem wstawiony szybko zasnął - wtedy dokonano morderstwa. Gdy koledzy przyszli go odwiedzić, dowiedzieli się od nich, że
to był ich syn. Wtedy powiesili się na tym dębie.
Kiedyś wiele
lat temu, tym stateczkiem płynął Lech Wałęsa. Posiedziałam, na
taborecie, na którym on siedział. Nie poczułam nic, zwyczajny
taboret. Za to przez cały rejs mogłam zachwycać się pięknymi
widokami, robić zdjęcia i słuchać opowieści kapitana. Wrażenia
z rejsu niezapomniane.
Każdy, kto chociaż raz zawędruje w to miejsce, na
pewno zakocha się w Bieszczadach do końca życia. I wraca tam
choćby na krótki czas...
Bieszczady
moja miłość do nich przyszła u schyłku lata
przyjęły mnie słońcem i góralską gościnnością
wiedziałam że są nie tylko piękne
ale skrywają niejedną tajemnicę
znajdowali tu schronienie powstańcy
przelana krew wsiąknęła w ziemię
a roślinność na niej wyrosła
wiatrem niesie o nich pieśń
i tylko od czasu do czasu
wędrowiec przyklęknie na chwilę w ciszy
teraz po latach oddychają swoim rytmem
przyciągają turystów i zdobywców górskich szlaków
bieszczadzcy bardowie wzruszają do łez
a ich śpiew niesie się ku majestatycznym bukom
są ostoją dla brunatnych niedźwiedzi
i płucami dla podróżników
oby uroda nie przeminęła
a ludzie nie zniszczyli pozornej dzikości






























